Nie wiem jak mam to opisać w tytule, żeby się ktoś odezwał

.
Od lata mam z tym problem. Przez niewłaściwe leczenie nie chcę doprowadzić do tego co było z moim Kocurkiem rok temu. Najlepszych dwóch wetów rozkłada ręce i winę zwala na to, że za dużo kotów w domu. Od kociakó, które wziełam latem zarazili się moi rezydenci mimo tego , że były szczepione. Zaczęło się od tego, że kociaki miały katar i łzawe oczka. Leczyłam antybiotykiem i atecortinem do oczu. Natomiast u rezydentów tj. Zuzi i Maćka pojawiły się zapalenia spojówek - bardzo silne z opuchnięciem oka, wyłysieniem wokół oka i ropnym wyciekiem - chyba bardzo bolesne - koty momentalnie są osowiałe. Zuzia po jednokrotnym leczeniu jak do tej pory ma spokój - parę miesięcy. Maciek był leczony przy pierwszych zapaleniu spojówek tylko atecortinem - wet nie wypisał antybiotyku. Oczko wróciło do normy. Po paru tygodniach Maciek zaczął zachowywać się dziwnie. Doszłąm do wniosku, że jest obolały, ruszał się wolno i bardzo niechętnie. Wet stwierdził, że to zapalenie stawów. Dostał antybiotyk. Szybko sprawa minęła i Maciek zaczął szaleć jak za młodu. Od kilku dni znowu ma zapalenie spojówki w jednym oku. Oko czerwone, bolesne. Maciek duzo śpi, rusza się niemrawo. Daje mu to co poprzednio, czyli Unidox i Tobrex do oczu. Moja młodzież w tym samym czasie zaczęła znowu kichać. Tylko Mała i Milo mają lekko przymknięte po jednym oczku. Na razie antybiotyku im nie daje, tylko zakraplam Tobrexem na zmianę z atecortinem. Wszystkie koty były szczepione. Ręce mi opadają. Nie mogę przeciez cały czas łądować w nie antybiotyk, szczególnie, że nie wiem jakie badania można im zrobić, żeby dokłądnie wiedzieć jaki to wirus tak ich zasiedlił. Wet nigdy mi nie proponował żadnych badań w tym kierunku i za każdym razem z przekonaniem mói, że to taki, albo inny wirus. Nie wiem czy wogóle jest możliwe takie sprecyzowanie wirusa i na podstawie czego.