Żałuję, że wzięłam kota... przerosło mnie to :(.

Kocie pogawędki

Moderatorzy: Estraven, Moderatorzy

Post » Nie sie 02, 2020 13:00 Re: Żałuję, że wzięłam kota... przerosło mnie to :(.

Zgadzam się z KotSib :)

Mam dwa koty, wzięte jaki dorosłe. Też denerwuje mnie to, że jedna z nich miaukoli w nocy, że wybrzydzają na jedzenie, które kosztuje ciężkie pieniądze, że czasem trzeba myć im tyłki, że czasem zwymiotują na podłogę, że mam pełno sierści wszędzie, że większość durnostojek musiała zniknąć, że siadają na laptopie podczas ekstremalnie ważnych fragmentów pracy zdalnej, że nie są nakolankowe, że nie można wyjechać bez obmyślania dla nich opieki, że tapicerka kilku mebli jest w strzępach, że szyby okienne są „obsmarkane”, że zakładają do gotujących garnków, że obserwują mikser, jakby chciały się na niego rzucić.

Ale kocham je. Przywykłam, że mam jedną pobudkę w nocy. Jeśli przed zaśnięciem zaczynają po nas skakać w pogoni za ćma to siadamy i im kibicujemy. Uważamy jak gotujemy i wychodzimy z domu. Jeśli starsza zdecyduje się przyjść i przytulić to jest to tak miłe, że aż płakać mi się chce. Jeśli jeszcze poliżą, udeptają i poobcierają się główką to już pełnia szczęścia. Zawsze przybiegają, gdy wracam do domu.

Życie z kotami wyglada inaczej niż bez, ale my nie tęsknimy do tego co było wcześniej bo koty są integralną częścią naszej rodziny. Ale domyślam się, że jeśli nieakceptuje się do końca kota to minusy jego obecności w mieszkaniu mogą być bardzo odczuwalne.

Ulia

 
Posty: 29
Od: Nie mar 24, 2019 13:23

Post » Nie sie 02, 2020 14:41 Re: Żałuję, że wzięłam kota... przerosło mnie to :(.

Ja powiem tak. Bilu jest moim pierwszym kocim domownikiem. Przed jego adopcją naczytałam się wiele o opiece nad kotkiem oraz o charakterach kotów. Bałam się i byłam przygotowana na to, że mogę mieć ciężki czas, jednak adoptując Bila byłam w pełni świadoma, jakie niespodzianki kotek może zrobić w domu.
Bil jest ze mną już 4 lata (10 września 2020 r. miną 4 lata).
I tak: nadal budzi mnie w nocy, łazi po mnie niemiłosiernie, by potem wleźć pod kołdrę, spać koło mnie i mruczeć jak traktor.
Teraz urlopuję i nie ma przebacz - nie mogę spać do 9.00 bo centralnie o 7.15 (o tej zawsze dostaje żartko rano, gdy chodzę do pracy) łazi mi centralnie po głowie (i nie przesadzam). Muszę wstać, nakarmić go, a potem spokojnie wracam w objęcia Morfeusza.
Nigdy nie zamykałam przed Bilem drzwi sypialni i nigdy nie zamykałam go w łazience. Nawet bezpośrednio po adopcji, choć radzono abym zamknęła kotka najpierw w jednym pomieszczeniu, aby się oswoił. Okupiłam to wielkim stresem i poszukiwaniem go po całym moim małym mieszkanku, ale pełna miska zawsze dawała radę i jakoś się znajdował.
Moja kanapa w dużym pokoju z boku jest udekorowana cudownymi frędzlami - aczkolwiek nie są one wynikiem artyzmu jej twórcy. Twórcą frędzli jest mój utalentowany Bil. Moja wina pewnie, bo za rzadko obcinam mu pazurki, a on kocha moją kanapę najbardziej spośród wszystkich drapaków, w tym tych przeznaczonych dla niego.
Co do jedzenia, nie ma siły na to. Jak coś jem przy stole, to na tym stole już Bil koczuje. Na nic się zda odpędzanie. Ważne, aby nic mi z talerza nie porwał - tu się budzi w nim i we mnie taki zwierzęcy instynkt - albo zeżre on, albo zeżrę ja.
O stole kuchennym wolę już raczej nie mówić....
W czasie kwarantanny, gdy pracowałam w domu, zniszczył mi połowę mojej jednodniowej pracy włażąc na klawiaturę - od tego czasu wszystko co napiszę zapisuję co 5 minut.
Ręce mam podrapane czasami, bo sama go kiedyś atakowania dłoni nauczyłam i mam za swoje. Wystarczy jednak tylko powiedzieć "AU!!" i od razu zaczyna lizać ranki, które mi pozadawał.
Bil raz jest miziasty, a innym razem zupełnie nie - on sam wybiera kiedy się ze mną spoufalić :)
I to chyba wszystko u Bila z tego, co opowiedziała Lukrecja90 o zachowaniach swojego kotka.
Co fakt, Bilu siusia i kupka tylko w kuwetę. Ale z tego co zrozumiałam Lukrecję90, to u jej kotki problemów z sikaniem też już nie było: "Problemu sikania też odpukać długo nie było, ale wiem, że to taka bomba z opóźnionym zapłonem". Zamykała jednak sypialnie dlatego, że "A nie chcę jej wpuścić do sypialni, bo boję się, że nasika jak ją coś zestresuje, albo że będzie po nas łazić i w ogóle się z nią nie wyśpimy".
HAAAALLLOOO, teraz urlopuję, ale poza urlopem wstaję codziennie o 5.45 i jakoś się wysypiam z Bilem na karku i z jego mruczeniem w nocy jak traktor, często przy mojej twarzy - od razu mi się kojarzy piosenka: "kupiłem czarny ciągnik" :)

Lukrecja90, absolutnie nie krytykuję tego co napisałaś. Po prostu jedni kochają kocie zachowania kocich przyjaciół, inni nie potrafią ich zaakceptować (nie mam na myśli siusiania poza kuwetą - bo to może świadczyć o chorobie).
BIL
Obrazek
Kochamy z Bilem wełniankowo u Tulinka https://www.etsy.com/shop/Catluckydog?r ... hDc65H7SOY

Bestol

Avatar użytkownika
 
Posty: 1719
Od: Sob sty 14, 2017 18:20

Post » Nie sie 02, 2020 14:52 Re: Żałuję, że wzięłam kota... przerosło mnie to :(.

Kot gryzie opiekuna bo w ich relacjach cos jest nie tak? Niekoniecznie.
Kotek czasem domaga się głaskania, tupie, wygina się puszy, mruczy, mruzy oczy aż jest tak nakręcony, że gryzie. W ten sposób rozładowuje emocje. Teraz wiemy, że w pewnym momencie trzeba przerwać czułości żeby nie zostać uzartym. Echo, smarkacz, próbuje ugryźć w zabawie i wtedy powstrzymuje się go krótkim "no!". Ale trzeba umieć odczytać zachowanie kota.
Z mojego wielokotowego (Ela, Kotek, Rysia, Szprotka, Yeti, Praktis) doświadczenia wiem, że koty często gryzą, kiedy mają dość głaskania. Tak jak autorka pisze "zaczyna im chodzić ogon". I znając kota można ten moment uprzedzic. Dać kotu spokój.
Nasz wątek:Czarno Widzę, a tu nas zobaczysz #cats.on_tour

Obrazek

haaszek

Avatar użytkownika
 
Posty: 2098
Od: Pt cze 23, 2006 18:43

Post » Nie sie 02, 2020 15:04 Re: Żałuję, że wzięłam kota... przerosło mnie to :(.

Lukrecja90 pisze:Pewnie będzie lincz, ale muszę to z siebie wyrzucić. A może ktoś miał podobnie i teraz jest lepiej.
Zeszłego lata wzięliśmy kotka, małą kotkę (małą ale była 12 tyg z matką). Od razu były z nią problemy. Okazało się, że ma idiopatyczne zapalenie pęcherza i byle pierdoła potrafi spowodować nawrót choroby. Problem zaczął się od razu, jak do nas przyjechała, spowodowany przez stres związany z przeprowadzką. Wyleczyliśmy, dostawiliśmy kuwetę i niby było ok. Kotka jednak zaczęła się stopniowo zmieniać. Jak była mała, bardzo lubiła spać na kolanach, dużo mruczała. Stopniowo jednak stawała się coraz mniej miziasta, a teraz wzięcie jej na kolana graniczy z cudem. Jak zaczynam ją głaskać, to zwykle od razu zaczyna jej ogon chodzić na boki. Czasami przyjdzie się przytulić, jak ma humor, ale może raz na tydzień, nie więcej. Ja wiem, że to jest żywe zwierzę a nie pluszak, ale jednak przykro mi, że na początku było inaczej, a teraz oprócz wspólnych zabaw kotka praktycznie żyje obok nas. Kotka potrafi też gryźć, domagając się uwagi, mimo że dużo się z nią bawimy. Zamykamy na noc sypialnię, bo jak kotka ma nawrót choroby to sika do łóżka. O tyle do teraz było ok i kotka była przyzwyczajona do rutyny, że po zabawie daniu jej kolacji ludzie idą spać i drzwi są zamknięte, to ostatnio coś jej odbija i dobija się do nas wieczorem. Nie reagujemy, ale ona tak potrafi ponad godzinę. A ja mam lekki sen i nie potrafię spać w tych piskach, ani ze stoperami w uszach, a jak już zacznie swój koncert, to potem jestem długo pobudzona i nie mogę zasnąć. A nie chcę jej wpuścić do sypialni, bo boję się, że nasika jak ją coś zestresuje, albo że będzie po nas łazić i w ogóle się z nią nie wyśpimy. Kotka jest oczywiście wysterylizowana i to przed pierwszą rujką, także to nie to. Problemu sikania też odpukać długo nie było, ale wiem, że to taka bomba z opóźnionym zapłonem.
Konsultowałam się z behawiorystą co do tego gryzienia i sikania, kot przebadany i zdrowy, więc diagnoza idiopatyczne zapalenie pęcherza na podłożu stresowym. Co do gryzienia behawiorysta ocenił, że kot w ten sposób mnie informuje że coś jest nie tak, ale co to on nie wie, bo tu cytat nigdy nie widział tak dobrze przygotowanego na potrzeby kota domu. Bo wiem, że mój post brzmi jak kapryśnej nastolatki, co chciała słodkiego kotka, a potem jej się znudziło. Otóż nie. Kot ma drapaki, tunele, masę zabawek, bawimy się z nim dużo, zachowujac cykl łowiecki. Kot je też lepiej od nas, sprzątamy mu kuwetę dwa razy dziennie. W dodatku mam duże doświadczenie z kotami. Mam je od zawsze, z kotami się wychowałam. Mam też masę zakoconych znajomych, którymi kotkami się opiekuję na czas urlopu. Nawet u nich czasem nocuję i nigdzie nie jest tak, jak u nas. Koty w nocy śpią, nie sikają po mieszkaniu nawet jak właściciel wyjedzie itp. Jeszcze przed wzięciem kota dużo czytałam, mimo że mam doświadczenie z kotami. Wyczytałam np. o cyklu łowieckiem, który teraz stosuję w zabawie z kotką. Także byliśmy przygotowani na kota, ale jednak mnie to przerosło.
Ogólnie doszłam do wniosku, że tęsknię za swoim życiem sprzed kota. Wszystko było takie proste. Teraz wszystko musi być pochowane, jakieś ładowarki, słuchawki, bo już jedne słuchawki mi załatwiła, przegryzła kabel. Jedzenia nie można zostawić na chwilę na wierzchu, bo zrobisz sobie kanapkę z szynką, odwrócisz się, a kotka na stole kradnie szynkę. Tęsknię za otwartą w nocy sypialnią, teraz rano powietrze można nożem kroić, jest takie nieświeże. Latem otwieramy okno, ale zimą? Tęsknię za tym, że jak w nocy obudzę się na siku to idę, wracam do łóżka i śpię, bez martwienia się, że kotka się obudzi i zacznie piszczeć. Chciałabym móc wywietrzyć porządnie mieszkanie bez zamykania kota w łazience i słuchania pisków i skakania na klamkę. Móc wyjść z domu nie martwiąc się, że kot się wymknie na klatkę schodową. Ogólnie, przerosło mnie to wszystko. Widzę plusy posiadania kota, bardzo lubię się z nią bawić, albo jak jej nałożę jeść i kotka pałaszuje to aż się serducho cieszy, ale jednak więcej widzę minusów. Nie byłabym w stanie jej oddać, bo biorąc ją zobowiązałam się dbać o nią przez całe jej życie, zresztą ona też jest pewnie z nami w jakiś sposób związana, jednak gdybym wiedziała, jak będzie, nigdy bym się nie zdecydowała.
Miał ktoś może podobnie? I przeszło?


Miałam wiele chwil zwątpienia w siebie w moim kocim zyciu

Kiedy koty chorowały niszczyły sikały wydrapywaly sobie dziury w głowie kiedy wydawałam pieniądze na nieskuteczne, szkodliwe leczenia....że nie wyjadę na dłużej że nie kupię dywanika ani

Ale żeby tęsknić za beztroskim.wychodzeniem na klatkę schodową....i leżącym na stole plasterkiem szynki....jeśli piszesz o takich drobiazgach to problem jest gdzie indziej ....

Wydaje się że powinnaś poszukać kotce nowego domu, nie wyzlośliwiam sie absolutnie naprawdę . Jesteś odpowiedzialna to dobrze, nie porzucasz - znajdź jej nowy dom, co zapewne nie będzie ani szybkie ani łatwe ale możliwe
Obopulny stres przez kolejne kilkanaście lat ? Kotka może sienzmienic, ale może i ma gorsze
Po co wam to....
Obrazek

dune

 
Posty: 11552
Od: Czw paź 22, 2009 8:20
Lokalizacja: WaWa

Post » Nie sie 02, 2020 15:40 Re: Żałuję, że wzięłam kota... przerosło mnie to :(.

mimbla64 pisze:
Ja w sypialni mam tak:
Obrazek

mimbla64, napiszesz coś więcej o tym?
Chciałabym tak zrobić kotom w ich pokoju - bo to najlepsze okno w całym domu, największe, a przez wzgląd na koty otwieram tylko na uchył (mam tę trójkątną siatkę do okien uchylnych).

Fatka, to przecież inna sutuacja.

zdaję sobie sprawę - po prostu rozumiem zmęczenie psychiczne. Mnie akurat zdarzyło się ryczeć w łazience, bo chciałam choć chwili spokoju, a chronicznie upierdliwy Bureł łomotał do drzwi, darł je pazurami od dołu i wydzierał się wniebogłosy, bo jak to to tak się przed koteczkiem zamykać. Ja już się czułam nękana. Jak się człowiekowi coś nawarstwi to reaguje niewspółmiernie do sprawy.

Lukrecjo, zważ czy coś się nie dzieje w Twoim życiu. To nie tylko o kota musi chodzić.
Stefan i Burełko.

Fatka

 
Posty: 1900
Od: Pt sty 01, 2016 19:36

Post » Nie sie 02, 2020 15:53 Re: Żałuję, że wzięłam kota... przerosło mnie to :(.

Ja jeszcze na moment wtrącę coś o spaniu 5 godzin. Sporo osób pisze, że to nie problem przecież. Ale zapotrzebowanie na sen jest różne. Wiele osób dorosłych potrzebuje 6-8 godzin snu. W tym układzie zniknięcie jednej godziny rzeczywiście wydaje się mało znaczące. Jest jednak spora grupa osób potrzebujących 8-10 godzin i to nadal jest w granicach normy. Jeśli komuś potrzebującemu 10 godzin snu połowa zniknie, to już się robi nieciekawie.
(Odrębną kwestią jest zwiększone zapotrzebowanie wynikające z różnych dolegliwości.)
Obrazek*Obrazek

Stomachari

 
Posty: 7333
Od: Sob kwi 16, 2016 21:29
Lokalizacja: Nieopodal Sochaczewa.

Post » Nie sie 02, 2020 15:54 Re: Żałuję, że wzięłam kota... przerosło mnie to :(.

Fatka pisze:Lukrecjo, zważ czy coś się nie dzieje w Twoim życiu. To nie tylko o kota musi chodzić.


Fatka, mądre słowa.

Stomachari, rozumiem, że sen jest dla każdego ważny. Ale z opieką nad kotem to tak trochę jak z opieką nad małym dzieckiem. I w tym i w tym przypadku niestety czasem nocki są zarwane.
W przypadku osoby, przygarniającej/kupującej zwierzaka, musi ona się liczyć z pewnymi niedogodnościami. Zamykanie kota w łazience, aby mieć święty spokój, nie mieści się w moim światopoglądzie.
Wiem, że mam tylko jednego kotka i nie jestem fachowcem do wypowiadania się, ale jak rozumiem Lukrecja też ma tylko jednego kotka, a i wcześniej kontakt z kotkami miała.
BIL
Obrazek
Kochamy z Bilem wełniankowo u Tulinka https://www.etsy.com/shop/Catluckydog?r ... hDc65H7SOY

Bestol

Avatar użytkownika
 
Posty: 1719
Od: Sob sty 14, 2017 18:20

Post » Pon sie 03, 2020 11:29 Re: Żałuję, że wzięłam kota... przerosło mnie to :(.

Bestol pisze:Ale z opieką nad kotem to tak trochę jak z opieką nad małym dzieckiem. I w tym i w tym przypadku niestety czasem nocki są zarwane.

Tylko że małe dziecko w pewnym momencie przestaje potrzebować ciągłego wstawania w nocy, a kot może przez wiele lat przeszkadzać w spaniu ;)
Obrazek*Obrazek

Stomachari

 
Posty: 7333
Od: Sob kwi 16, 2016 21:29
Lokalizacja: Nieopodal Sochaczewa.

Post » Pon sie 03, 2020 14:31 Re: Żałuję, że wzięłam kota... przerosło mnie to :(.

Stomachari pisze:
Bestol pisze:Ale z opieką nad kotem to tak trochę jak z opieką nad małym dzieckiem. I w tym i w tym przypadku niestety czasem nocki są zarwane.

Tylko że małe dziecko w pewnym momencie przestaje potrzebować ciągłego wstawania w nocy, a kot może przez wiele lat przeszkadzać w spaniu ;)


Po Sierze twierdzę, że wolę małe dziecko... człowiek chodzi bardziej wyspany, na więcej czasu dla siebie... i jeszcze jakoś tak cały świat wykazuje się większym zrozumieniem :ryk:

Sierra

 
Posty: 409
Od: Sob cze 13, 2020 22:51

Post » Pon sie 03, 2020 14:47 Re: Żałuję, że wzięłam kota... przerosło mnie to :(.

Lukrecja, czytasz jeszcze wątek?
Do cats eat bats?

Muireade

Avatar użytkownika
 
Posty: 1571
Od: Pon sie 08, 2016 17:26
Lokalizacja: Środek wiochy (pod Toruniem)

Post » Pon sie 03, 2020 18:58 Re: Żałuję, że wzięłam kota... przerosło mnie to :(.

Od soboty już nie
Nasz wątek:Czarno Widzę, a tu nas zobaczysz #cats.on_tour

Obrazek

haaszek

Avatar użytkownika
 
Posty: 2098
Od: Pt cze 23, 2006 18:43

Post » Pon sie 03, 2020 19:09 Re: Żałuję, że wzięłam kota... przerosło mnie to :(.

haaszek pisze:Od soboty już nie


    Przecież można czytać, bez logowania...

egwusia

Avatar użytkownika
 
Posty: 1774
Od: Pt paź 10, 2008 15:17
Lokalizacja: Chojnice

[poprzednia]



Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Google [Bot], ladydot, lucas 2014, mistiqe91 i 128 gości