Problem z kotem wychodzącym...

Kocie pogawędki

Moderatorzy: Estraven, Moderatorzy

Post » Śro lip 11, 2018 11:10 Re: Problem z kotem wychodzącym...

Pytanie po co wam w ogóle ten kot? Bo ja nie wiem.
Milva B
Obrazek
Nasze Koty: http://www.divine-cats.eu

milva b

Avatar użytkownika
 
Posty: 4567
Od: Czw mar 30, 2006 21:24
Lokalizacja: Poznań

Post » Śro lip 11, 2018 11:12 Re: Problem z kotem wychodzącym...

Ech, tylko kota żal... :(
Obrazek

ser_Kociątko

Avatar użytkownika
 
Posty: 5045
Od: Pon gru 29, 2014 0:04
Lokalizacja: Pod Ozorkowem, kiedyś Toruń

Post » Śro lip 11, 2018 11:16 Re: Problem z kotem wychodzącym...

Obawiam sie, ze bez zmiany podejscia bedzie trudno. Kot jest jak ludzki przyjaciel. Nie bedzie sie narzucal ze swoja miloscia czy przywiazaniem. Laskawie pozwoli sie kochac. A po wystarczajaco dlugim czasie byc moze okaze sie, ze odwzajemnia uczucia, ktorymi zostal obdarzony. I to jest szczescie.

Nie wiem dlaczego chcialas zaopiekowac sie kotem. Moze motywacje trzeba by troche "podrasowac" ;) Znaczy starac sie go uszczesliwic?
Mam wrazenie, ze jestes niezadowolona, ze kot nie okazuje wdziecznosci za to, ze dalas mu dom. To tak nie dziala. Kochany, doceniany kot zwykle jest uroczym towarzyszem, ale trzeba sie z nim ukladac, dogadywac, proponowac ciekawe alternatywy, jesli cos nam nie odpowiada, traktowac go z szacunkiem. I nie mozna mu robic swinstw, bo odbudowanie zaufania jest trudne.

Wychodzace koty zyja zwykle krotko :( I na dodatek czesto gina w meczarniach :( To czy kot wychodzi to nasza decyzja, ale to on za nia placi :(

zuza

Avatar użytkownika
 
Posty: 75039
Od: Sob lut 02, 2002 22:11
Lokalizacja: Warszawa Nowodwory

Post » Sob lip 14, 2018 9:43 Re: Problem z kotem wychodzącym...

Na uczucie ze strony kota człowiek musi sobie zasłużyć. Tak jak poprzedniczki pisały: kot to nie pies. W tym cały jego urok. Codzienne życie z kotem nie przebiega pod dyktando człowieka. Kota można przekonywać, proponować mu coś, często się to udaje, jeśli kot ma z człowiekiem dobrą więź. Ale na pewno tej wiezi nie zbuduje zmuszanie kota do czegoś, ograniczanie mu przestrzeni poruszania się po mieszkaniu, pozbawianie dostępu do świeżego powietrza i obserwacji świata na zewnątrz (jeśli jest balkon, który można osiatkować).

Bawisz się ze swoim kotem? (Wybawiony kot ma mniejszą ochotę do "atakowania".) Mówisz do niego? Urządziłaś mieszkanie tak, aby było przyjazne kotu? Jak budujesz z nim więź? Bo że balkonu nie chcesz zabezpieczyć (siatką, której praktycznie nie widać, i która notabene stanowi też zabezpieczenie balkonu przed ptakami) - to już wiemy...

Agnieszka2009

 
Posty: 490
Od: Sob sty 10, 2009 16:57

Post » Sob lip 14, 2018 22:14 Re: Problem z kotem wychodzącym...

Sprobuj z ta siatka. Przeciez to jest zdejmowalne, nie na cale zycie i na mur, w okresie zimowym jak balkonu prawie sie nie otwiera, mozna zdjac. Najwazniejsze, to kota nauczyc, ze dalej nie. Ona najwyrazniej sie nudzi. To jest jeszcze mlody kot. Ja tez sie obawialam co do mojego, ze bedzie wiecznie niewdzieczna zolza, ale pamietam, ze to przychodzi z czasem i nie zdziw sie jak dopiero np. po 5 latach. Ale nad kotem trzeba pracowac. On jest jak trzyletnie dziecko z nadpobudliwoscia. Nudzi sie szybko, nie wie czego chce, szaleje, nakreca sie. Mozliwe, ze wzielas ja za wczesnie, nie nauczyla sie od rodzenstwa i matki zachowania. Rozumiem frustracje, ja tez uwazam, ze kot nie jest bozyszczem i ze mozna go spokojnie wychowac jak dziecko, jak psa, jak kazde zywe stworzenie mieszkajace z czlowiekiem. Ale to sie samo nie robi, a na pewno nie robi ot tak i trwa.
Trzeba probowac i czekac, egzekwowac rozne rzeczy, stawiac na kompromisy po obu stronach. Kot mimo wszystko potrafi sie nauczyc i zna granice, tylko bedzie probowal postawic na swoim.
Jak ona ma tylko rok, to jeszcze ze dwa lata bedzie szalala, gryzla, drapala, a trzeba ja zaczac spokojnie wychowywac, zeby robila to mniej agresywnie i rzadziej. Absolutnie nie mozna na nia krzyczec, przeganiac. Bo ona tego nie zrozumie. Obetnij jej pazurki i staraj sie wybawiac w ciagu dnia, zeby w nocy wiecej spala.
Zainwestuj w obrozke z feromonami. Zobacz czy nie trzeba odrobaczyc, bo koty jak dzieci z robakami sa o wiele bardziej niespokojne.
Jak nie chcesz siatek, to moze zabudowa balkonu szklana i jedna ramka z siatka w miejscu otwieranym? A moze jakas woliera i ogrodzenie pod balkonem?
Jak masz wiecej pokoi to zainwestuj te w instalacje kocie do lazenia, chociazby srednie i tanie, ale zeby kot mial po czym biegac i skakac.
Aktywnosc koty maja wlasnie tak jak my idziemy spac, a potem 3 i kolo 6.
Tak, niestety nie ma innej rady jak przeczekiwac napraszanie sie. Stopery pomagaja. Tylko trzeba byc twardym. Nie reagowac, nie wstawac, ale i nie zloscic sie. Wyrzicanie do drugiego pokoju czy z sypialni rozumiem, ale jednoczesnie lepiej robic na odwrot, to znaczy dac kotu dostep, a tylko jak ma faze szalenstw, to wyrzucac na godzien, dwie, ale nie ze caly czas jest w nocy odciety.
Kot jak sie do ciebie, do was przywyczai, to bedzie bardzo garnal sie do spania z czlowiekiem, nawet jezeli nie w lozku.
Zamkniete drzwi, tylko wlaczaja mu lampke, ze trzeba otworzyc.
Trzeba wykorzystywac przeciwko kotu jego wrodzone zachowania. Ja tez swojego kota wyrzucam z pokoju, ale on ma wtedy mnostwo innych zajec i ludzi, a wyrzucenie jest do czasu az sie uspokoi i wyszaleje. W kawalerce czasem jak dostaje fiola kompletnego, to zamykam ja na troche w lazience, ale robie to spokojnie, mowie do niej, ze chodz, troche sie wyciszysz, nie chce, zeby kojarzyla to pomieszczenie jako kare, ale odstresownie. I zwykle wystarczy pol godziny, kot sobie tam spi w wannie albo oglada odplyw. Czasem siedzi do czasu az sama powie, ze ma dosc.
Kota na balkon wychodzic tez mozna nauczyc.
Ja do czasu zabezpieczenia musialam bardzo pilnowac przeciez by nie wyszedl i wypadl.
Tak, zamykalam ja w kuchni, czy lazience, na czas robienia czegos na balkonie. A w lato wychodzila tylko z czlowiekiem, a jezeli probowala cos kombinowac, wlazic, wychodzic, to od razu z balkonu schodzilysmy i byl zamkniety.
Niestety czasem kota trzeba jednak wyrzucic z pokoju. Np. podczas jedzenie obiadu kiedy probuje lazic po stole. Trudno, pomarudzi, ale jak nie daje sie wychowac inaczej, to trzeba tak. Potem mozna mu pomoc zapomniec o tej niwygodzie, bawiac sie z nim, dajac smakolyk.
Wytresowanie kota na polecenia tez sie da, ale to naprawde spora praca, tak samo jak z psem. Pare osob probowalo tu takiej tresury z klikierem. Ale jezeli to twoj pierwszy kot, a ty najwyrazniej nie masz do niego cierpliwosci od poczatku, to pewnie i na taka tresure nie bedziesz miala.

Naprawde, sprpbuj zabezpieczyc ten balkon i nie zwracaj uwagi na nocne miauczenie. Trzeba to przeczekac, ale daj kotu w tych pomieszczeniach kocie zabawki i miejsca do wspinaczki, zeby sie nie nudzil. Sprobuj tez uczyc go miziania, glaskania od siebie, bo ona moze nawet nie wiedziec, ze tak mozna... Smakolyk i glaskanie, smakolyk i glaskanie. Powolutku, malymi kroczkami.
Ja wiem, ze zawsze bedzie konflikt miedzy ludzmi, ktorzy uwazaja koty za swiete krowy <g>, a zapominaja, ze to zwierze, ktore ma swoje zachowania i ktore mozna jednak dopasowac do czlowieka.
Kot bardzo odbrze rozumie silne autorytety i na ile moze sobie pozwolic z danym domownikiem. Jednego bedzie olewal, zmniejszal dystans, nie bal sie, a do innego bedzie mial respekt i od razu przestawal robic to czego mu nie wolno. I nie mowie tutaj o straszeniu, biciu itp., ale chyba nie jest prawda, ze i najwiekszy kociarz nie krzyknie na swojego pupila, nie machnie mu nad glowa szmata, nie pogrozi palcem, nie fuknie, czy w koncu nie psiknie na niego i nie pogoni. Kwestia tego na ile jest to naprawde grozne dla kota.
Naprzeciwko mojego bloku na partere jest podobna sytuacja jak u ciebie, ale jak zauwazylam tam kot ogranicza sie wlasnie do ogrodka przybalkonowego, nie chodzi dalej... Zostal tego nauczony. Gdzie indziej widze drabinke... z pierwszego pietra na dol, zeby kot mogl wychodzic...
Przyjaciolka ma 5 kotow, ktorym wystarczy zwykla moskitera i najmarniejsza siateczka zielona, drobniutka na balkonie, zeby nie poszly nigdzie.

Z tymi spacerami na smyczy tez bylabym ostrozna.
Nawet na tym forum opisywano, ze kot jak sie nauczy tych spacerow, to tez bedzie sie ich domagal gorzej niz pies. A ja w kotach kocham to, ze nie trzeba z nimi wychodzic, tylko, ze siakaja do pudelka :P

I osobiscie dziwie ci sie, ze mieszkajac na parterze nie masz krat. To spora odwaga w dzisiejszych czasach... Ale mowie mozna inaczej zabezpieczyc ten balkon niz metalowymi kratami, na poczatek sprobuj z ta sama siatka i uczeniem kota, ze dalej nie ma wyjscia. I ze wychodzimy tylko w dzien, a w nocy zamkniete.
Moj kot, ktory wielka inteligencja nie grzeszy w potownaniu do innych moich kotow absolutnie nie domaga sie otwierania balkonu w nocy...

Nie ma tez nic zlego dla kota w tym, ze jakies pomieszczenie jest zawsze przed nim zamkniete i niedostepne w domu, ale lepiej jak jest to pokoj, w ktorym tez nie siedza ludzie caly czas.
U rodzicow jeden pokoik jest tak wylaczony, bo tam jest graciarnia i kwiaty. W kawalerce przez jakis czas takim pomieszczeniem byla u mnie kuchnia, do ktorej kot nie mial wstepu beze mnie, bo by wszystko pobil i poniszczyl i nie bylo na tym tle zadnego jeczenia i dopraszania sie, bo nauczylam ja od poczatku, ze tam sa drzwi i ze sa glownie zamkniete.

Moze cie jeszcze czekac sporo frustracji jezeli chodzi o firanki i kwiaty oraz kota...
Z tym bardzo ciezko jest oduczyc inaczej jak po prostu kwiaty wlasnie trzymac w pokojach, do ktorych kot jest srednio wpuszczany.
Moje starsze kocice jakos same z siebie sie nauczyly, ze kwiatow sie nie kopie i nie rwie, zadnego nigdy nie zwalily. A tej musze wszystko z parapetow zdejmowac.
Ja z tym nie mam klopotu, ale wiem, ze wiele kobiet dostaje bialej goraczki...
No i firanki... Albo zdjac, albo zainwestowac w takie krotkie albo takie nierowne na calej dlugosci z wycieciem do gory...
Kot moze tez szarpac rolety, zaluzje i dobrze zostawiam mu na noc niecalkowicie zasloniete alvbo sciagniete, bo bedzie sie denerwowal, ze nic nie widzi i probowal sobie odslonic. Po prostu z wiekszsocia rzeczy trzeba jako czlowiek za kota myslec, jak za dziecko i wymyslac psosoby, zeby wilk byl syty i owca cala, czyli zeby kot nie niszczyl, nie mial dostepu, nie interesowal sie, a my nie ponosili szkod, nerwow.

A ona dawno byla sterilizowana? Bo moze jeszcze nie wyplukaly sie hormony?
Tak, to przykre jest dla clzowieka, ze kot przylazi tylko po jedzenie, ale trzeba probowac troche od niego troche egzekwowac, nie na sile, ale podstepem. Czyli wlasnie przysmakami, nagrodami, zabawa, zeby kotu sie kojarzylo, ze czlowiek i dotyk czlowieka, to tez frajda, nie nie tylko sama miska.
Kot tez bardzo teskni jak czlowieka nie ma pod reka, wystarczy pare godzin nieobecnosci, zeby niewdzieczna zolza, przyleciala z pretensjami na powitanie i opowiadala co to sie w domu dzialo :)

Wyrwiflaka

 
Posty: 56
Od: Pon gru 19, 2016 6:09

Post » Nie lip 15, 2018 2:44 Re: Problem z kotem wychodzącym...

Za kotem siatka. Czy aż tak bardzo w oczy kole?
Obrazek
Ja jej praktycznie nie widzę. Bez tej siatki trafiłabym do psychiatryka zapewne, tak bardzo się stresowałam, jak mój kociak właził na balkon, a siatki jeszcze nie było. GojaK, moje kotto jest tak samo ciekawy świata, jak Twój, ale mnie by w życiu do głowy nie przyszło, żeby wypuszczać go na dwór. Załatwiłam mu na balkonie kilka atrakcji, żeby z wysoka świat mógł oglądać i nie sądzę, aby był nieszczęśliwy. Mieszkam na osiedlu strzeżonym, w miarę z dala od ulicy, a i tak bym musiała jakieś antydepresanty łykać, gdybym miała świadomość, że moje kotto błąka się gdzieś na zewnątrz. Pamiętaj, że świrów nie brakuje i nawet zwykły śmietnik przyblokowy może stanowić zagrożenie. A że kot miauczy... cóż taka jego natura. A dla nas naturalnym powinno być, aby o jego bezpieczeństwo dbać.

GojaK: "natomiast na chwilę obecną wyglada to tak że kotka wychodzi i przychodzi żeby zjeść. Nas wogole moglo by nie byc. Zero przywiazania i jakiegokolwiek zainteresowania nami.nie ma potrzeby przytulania sie i glaskania widoczne ten typ tak ma. Dlatego tez stąd moje nastawienie. Nie podporzadkuje calgo życia kotu,który za przeproszeniem ma to gdzies i nie daje nic od siebie byle miska była pełna. ..."
- mój umysł tego tekstu nie ogarnia, chyba za głupia jestem, żeby to zrozumieć 8O

Bestol

Avatar użytkownika
 
Posty: 922
Od: Sob sty 14, 2017 18:20

Post » Nie lip 15, 2018 12:13 Re: Problem z kotem wychodzącym...

@Wyrwiflaka - nie zgodzę się z Tobą. Kota nie da się wychować, oduczyć pewnych zachowań owszem, ale nigdy kota nie nauczysz żeby chodził jak w zegarku i mówię to z własnego doświadczenia, bo swoją szkoliłam od 4 miesiąca życia. Obecnie ma 8 lat i sztuczkami- bajerami się owszem możemy pochwalić. Wie co jej wolno, a czego nie wolno, ale na jej instynkt łowiecki, jej wrodzone zachowania nie mam żadnego wpływu. Nie oduczę jej mordowania muchy albo latania za ptakami. Nie wbiję jej do głowy, że noc jest do spania, a nie od włóczenia się i latania po szafkach. Czasem przesypia całą noc, a czasem się włóczy, czasem ją najdzie na operetki w łazience w środku nocy. Nie oduczę jej ciągłego gadania, bo to rozgadana syjamka, która ma zawsze wiele do powiedzenia na każdy temat o każdej porze. Od dwóch tygodni mieszkamy na nowych włościach, a pół bloku już wie, że mam kota, bo siedzi na balkonie i drze gębę albo słyszą te nie ludzkie dźwięki kiedy wydaje podczas gonitwy.
Koty z natury są ciekawskie i tej ciekawości nie oduczysz.

No i fakt, że kot ma rok wcale nie oznacza, że wyrośnie z szaleństwa. Moja ma tyle same energii co za dzieciaka, druga 13 letnia starucha dogania ją w szaleństwie. Wszystko zależy od kota- jedne się wyciszą z wiekiem, a inne do końca życia będą wulkanem energii.

Chikita

 
Posty: 1229
Od: Śro cze 28, 2017 18:05
Lokalizacja: Białystok /Suwałki

Post » Wto lip 17, 2018 1:45 Re: Problem z kotem wychodzącym...

Mozesz sie nie zgadzac, ale sama swoim postem, posty innych osob w tym watku, posty na forum opisujace resocjalizacje kotow z traumami, ze zlym zachowaniem nieakceptowanym przez wlascicieli, przyklady roznych bechawiorystow w tv i w necie pokazuja inaczej.
Nie wiem coscie sie uparli z tym zegarkiem.
Nawet pies nie chodzi jak w zegarku, tak samo jego tresura opiera sie na jego naturalnych zachowaniach i wykorzystywaniu tego. Mowienie, ze nie da sie kota wychowac jest jak mowienie, ze psy musza koty ganiac, koty nienawidzic psow, zjadac ptaki i myszy, i gryzonie w domu itp.

Nie mowimy tutaj o uczeniu kota stojek, aportowania, jedzenia widelcem i mowienia ludzkim glosem, ale na nauczeniu wlasnie co wolno, czego nie wolno, w zrozumialych dla niego granicach, sposobach i jak najbardziej do wymagania wobec takiego zwierzaka w domu, a nie postrzegania tego jako krzywdy czy ze sie nie da, przyzwyczajac go do nawykow i biorytmu ludzkiego.
Nieprawda jest tez to, ze nie mozna kota przestawic tak, zeby w nocy spal, a za dnia szalal. Sa takie koty, tego nauczone. Ale oczywiscie, ze wiekszosc bedzie funkcjonowala wg swojego wyuczonego kociego biorytmu, ktorym jest wlasnie ta pora jak my idziemy spac czy kolo 3-6, na co jest rada miec jednak wieksze mieszkanie czy stopery... zeby na to nie reagowac i nie uczyc kota, ze cos moze tym od nas osiagnac.

Nie mowimy tu tez o wymaganiu od kota, zeby na muchy nie polowal, chociaz to czy dany kot zawsze bedzie na nie polowal tak, zeby z okna, balkonu wyleciec, to tez roznie, bo istnieja koty nad wyraz inteligentne, potrafiace jednak rozrozniac te rzeczy, ale wiadomo, zakladamy, ze wiekszosc z nich to jednak glupolki, za ktore trzeba myslec, a nie takie prawie polludzie, sadze tez, ze prawdziwa, ale taka prawdziwa tresura nauczyc tego by sie kota dalo, ale to nie jest zadanie dla przecietnego milosnika i wlasciciela kota, tylko dla kogos kto np. tresuje koty zawodowo.

Wiekszosc kotow bardzo dobrze wie na przyklad, ze nie lapie sie os itp. czy biedronek. Za to psy nawet pogryzione beda dalej to robic...

Mowimy tutaj o kocie, ktory zostal nauczony wychodzenia na dwor o kazdej porze nocy i dnia. A tego mozna oduczyc i nauczyc nowych zwyczajow co do tego, a na co masz przyklady na forum oraz i tutaj potwierdzenia.
Co do wyszalenia sie, to tez jest w wiekszosci regula niz wyjatek, ze kot ok 3 letni zaczyna byc spokojniejszy i leniwy, nawet jezeli dalej ma kondycje by szalec.
Tak samo jak ludzie, mozna zachowywac sie jak dziecko majac 30 lat, ale raczej juz wtedy nam sie nie chce...

Co do darcia sie kota na balkonie, to tez bym tak nie podchodzila poblazliwie, bo to to samo co uciazliwe szczekanie. Mozna mowic, ze to slitasne, ale w praktyce jest to zaklocanie spokoju sasiadom. No chyba, ze to takie tam gruchanie sobie i pomrukiwanie, czego nie slychac prawie, ale nie jakies glosne miauki.

Ja moim kotom nie pozwalalam na darcie sie bez sensu. Szukalam przyczyny oraz uczylam je, ze nic tym nie osiagna i ze nie jest to akceptowalne zachowanie. Sa na tyle madre, ze takie rzeczy koniec koncow rozumieja, ale to praca i konsekwencja jak zreszta juz tam wyzej kolezanka opisala, ze sie da.

Mnie sie ciezko udaje egzekwowac od kota, ze w nocy mnie sie nie budzi na jedzenie, ale ja mam nadwrazliwy sluch i jeden pokoj, a np. u moich rodzicow problemu nie ma, nawet jakby kot kankana tanczyl, to zrec w nocy nie dostanie, wie juz o tym i nie ma zadnego marudzenia od 22 do 8, ze cos chce swiezego jak wyzarl chrupki.
Tak samo z dobijaniem sie do drzwi, podejrzewam, ze jakbym tak przez tydzien nie reagowala na szarpanie tych drzwi, to kot by sie nauczyl, ze nie musza byc zawsze otwarte jak on ma ochote. Tyle, ze ja reaguje, bo nie moge funkcjonowac w takim halasie. Za to nie mam kota chodzacego w trakcie posilkow po stole i blatach, w trakcie ich robienia, czy kradnacego jedzenie z talerzy i zebranie. Nie wchodzi mi tez do szaf ani nie garnie sie na wychodzenie na klatke, ucze ja, ze tam jest groznie i nie wolno.
Moze nie oducze je gryzienia rak na 100%, ale widze, ze i tak sa postepy i cos udalo mi sie osiagnac, bo obserwujemy sie nawzajem i potrafie wylapac wiekszosc momentow kiedy moge sprowkowac to gryzienie i minimalizuje sytuacje, a nigdy nie bylo tak, zeby mnie gryzla po nogach pod koldra.
Tak samo zapewne autorka watku nauczy sie swojego kota, a on jej pewnych wymagan, tylko musza nad tym pracowac, mimo ze to niefajna robota, a kot szybko sie nudzi, zas ludzie zniechecaja i maja zal, ze kot niewdzieczny.

Mozna machac reka na to, ze kot lazi po stole w czasie jedzenia, rwie firanki, zre kwiatki, ale mozna tez nauczyc go, zeby tego jednak nie robil, a przynajmniej od samego poczatku pokazywac mu, ze nam sie to nie podoba i ograniczac mu to.
Tak samo jak tego kota mozna bylo od poczatku uczyc, ze nie wychodzi na balkon kiedy chce.
Najwazniejsze, zeby autorka watku sprobowala cos zrobic, zastosowac te metody, wypracowala jakis kompromis, nauczenie kota, zabezpieczenie balkonu, a nie byla zniechecona i doszla do wniosku, ze koty sa zle, glupie, a kociarze nie maja dystansu i zadaja od ludzi podporzadkowania sie kotu.

I gdzies tutaj chyba czytalam na forum, ze ktos oduczyl kota szarpania firanek i wypuszczania w nocy poprzez zwalania mu na glowe kiepsko zamocowanego karnisza g.
Lekkiego, bo lekkiego, ale jednak, na drodze szoku.

Wyrwiflaka

 
Posty: 56
Od: Pon gru 19, 2016 6:09

Post » Wto lip 17, 2018 11:23 Re: Problem z kotem wychodzącym...

Nie gniewaj się, wyrwiflaka, ale za dużo kotów to w życiu nie miałaś :)
Są koty, i tu wcale nie mam na myśli syjamów i orientów, czyli absolutnego ekstremum, których żadną siłą nie zmienisz. Po dobroci tym bardziej nie :)
Fajnie, że Tobie trafiły się koty "współpracujące", ale nie zakładaj, że to jest reguła.

Poza tym ograniczanie kotu jego naturalnych zachowań, jak łażenie po wszystkim co nie jest podłogą, jak nocne życie, jak dyndanie na firankach, to zabieranie mu ostatniej przyjemności w życiu, która mu została. Ja jestem zdania, że lepiej kota nie mieć wcale, niż mu narzucać ograniczenia. Życie kota w czterech ścianach i bez tego jest dość ubogie w bodźce.
Milva B
Obrazek
Nasze Koty: http://www.divine-cats.eu

milva b

Avatar użytkownika
 
Posty: 4567
Od: Czw mar 30, 2006 21:24
Lokalizacja: Poznań

Post » Wto lip 17, 2018 15:40 Re: Problem z kotem wychodzącym...

Wyrwiflaka, mam wrażenie, że Twoje argumenty zaczynają rozmijać się z meritum dyskusji. Przypomnę, że dyskusja zaczęła się nie od kwestii, czy kotu wolno czy też nie wyjadać ludziom ich własny obiad z talerza (na takie pomysły to nawet u mnie w domu nigdy kotom nie pozwalano), ale od tego, że kot domaga się wyjścia na świeże powietrze - i mógłby to robić, tyle że założycielka wątku po pierwsze, nie ma ochoty osiatkować balkonu, a po drugie, chce, żeby kot wychodził na balkon według grafiku, który ona mu ustali. Jedno i drugie nastawienie dla osoby rzeczywiście lubiącej koty jest absolutnie niezrozumiałe.

Naprawdę nie ma takiego obowiązku ustawowego, żeby każdy obywatel trzymał w swoim mieszkaniu kota. Jeśli życie wspólnie z kotem pod jednym dachem polega na: wiecznym uciszaniu go, ograniczaniu mu przestrzeni życiowej, wyrzucaniu z pokoju, izolowaniu, pozbawianiu towarzystwa człowieka, ciągłym strofowaniu - to pytam po prostu: PO CO mieć kota?

Nawiasem mówiąc, nie popadajmy w przesadę - decybele kociego miauczenia nie są znowu hałasem nie do wytrzymania. Nawet głosy syjamów - będące skrzyżowaniem skrzeku z beczeniem i rozbrzmiewające często. Ciekawe, co mają powiedzieć właściciele psów...np. jamników - sama miałam kiedyś takiego rozmownego przegubowca. Ja tam nie lubię, kiedy moje koty siedzą cichutko jak trusie (co prawda zdarza się im to rzadko) i schodzą mi z oczu, bo zawsze się wtedy zaczynam zastanawiać, czy przypadkiem nie czują się źle. Kota ma być widać, słychać, kot ma brać aktywny udział w życiu domu, bo jest jego częścią.

Osoby z nadwrażliwym słuchem może bardziej cieszyłyby się z akwarium? Też piękne, zajmujące hobby i możliwość kontaktu z naturą (nie mówię tego ironicznie).

Agnieszka2009

 
Posty: 490
Od: Sob sty 10, 2009 16:57

Post » Pt lip 20, 2018 21:27 Re: Problem z kotem wychodzącym...

Tak iście serio to osiatkowanie balkonu załatwiłoby sprawę. Kot mógłby sobie siedzieć na świeżym powietrzu ile by chciał, bez ryzyka że wpadnie pod auto, zaatakuje go pies lub, zgrozo, ludzie. On chce świeżego powietrza to raz, dwa że na zewnątrz jest znacznie więcej bodźców (wiadomo, ptaki, owady, zawsze coś się znajdzie).

Wydaje mi się, że „oduczanie” kota pewnych zachowań nie jest triumfem człowieka. To kot dochodzi do pewnych wniosków i odpuszcza, ale na ile jest to uwarunkowane próbą „wychowania”? Owszem, moje koty kładą się spać razem ze mną i razem ze mną wstają, ale prawdopodobnie wynika to z tego, że kiedy śpię nie ma szans na żarcie, w nocy mało się dzieje (nie ma balkonu co jest dla nich bardzo ważne) itp. Finalnie jednak to kocia decyzja, a moje pobożne życzenie.

kotelsonciorny

Avatar użytkownika
 
Posty: 1677
Od: Pt lis 22, 2013 13:05
Lokalizacja: Łódź - Widzew

Post » Sob lip 21, 2018 10:43 Re: Problem z kotem wychodzącym...

kotelsonciorny pisze:Wydaje mi się, że „oduczanie” kota pewnych zachowań nie jest triumfem człowieka. To kot dochodzi do pewnych wniosków i odpuszcza, ale na ile jest to uwarunkowane próbą „wychowania”?

Nie jest uwarunkowane żadnym wychowaniem :) Kot raz zrobi tak a jutro zrobi inaczej. Każdy, kto rozumie specyfikę kotów, to wie :)


kotelsonciorny pisze: Owszem, moje koty kładą się spać razem ze mną i razem ze mną wstają, ale prawdopodobnie wynika to z tego, że kiedy śpię nie ma szans na żarcie, w nocy mało się dzieje (nie ma balkonu co jest dla nich bardzo ważne) itp. Finalnie jednak to kocia decyzja, a moje pobożne życzenie.

U mnie przeważnie kończy się na pobożnym życzeniu :) Ciekawi mnie jakim to niezawodnym sposobem miałabym oduczyć moje kocięta biegania między 2 a 4 rano :) Wsadzić do klatek? Byłby wrzask. Nafaszerować hydroksyzyną? Skutki uboczne. Tłumaczyć po dobroci? Już to widzę :D
Ostatnio edytowano Sob lip 21, 2018 12:09 przez milva b, łącznie edytowano 1 raz
Milva B
Obrazek
Nasze Koty: http://www.divine-cats.eu

milva b

Avatar użytkownika
 
Posty: 4567
Od: Czw mar 30, 2006 21:24
Lokalizacja: Poznań

Post » Sob lip 21, 2018 11:36 Re: Problem z kotem wychodzącym...

Właśnie, żadnym wychowaniem :twisted:

No tak, jak kocur był młody to szalał w nocy jak najdzikszy dzik, ale z wiekiem mu przeszło, ale to tylko jego widzi misię. Ani hydroksyzyna ani prośby :ryk:

kotelsonciorny

Avatar użytkownika
 
Posty: 1677
Od: Pt lis 22, 2013 13:05
Lokalizacja: Łódź - Widzew

Post » Sob lip 21, 2018 12:23 Re: Problem z kotem wychodzącym...

Ha, a ja mam tak, że moja kotka zazwyczaj kładzie się spać dość wcześnie (koło 23), oczywiście nie na żadnym kocim posłaniu, tylko w ludzkim łóżku, i daje do zrozumienia, że wypadałoby wyłączyć górne światło w pokoju :)
Na szczęście wszystkie moje koty po wyrośnięciu z okresu kocięcego okazywały się śpiochami, zatem dopóki choćby jeden człowiek leżał w łóżku, dopóty leżały i one. Aczkolwiek niekoniecznie spały, np. Matylda wykorzystuje te okazje do badania z bliska twarzy człowieka, zwłaszcza brwi ją interesują. Wtedy tak czy tak wstać trzeba :)
Ale na tym polega urok życia z kotem, nie każdy to tak odbiera, dlatego naprawdę nie każdy powinien kota mieć.

Agnieszka2009

 
Posty: 490
Od: Sob sty 10, 2009 16:57

[poprzednia]



Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: anka22, gosiaa, Helanna, karolink, mgamg, tamborella i 74 gości